Deser przed obiadem, a czasem i przed śniadaniem

Słowem wstępu - nie, nie będziemy tym razem pisać o jedzeniu. Tym razem będzie o folgowaniu sobie wtedy, gdy trzeba się skupić i zrezygnować z przyjemności tu i teraz na rzecz tego, co dopiero się przydarzy.

 

Dwa antagonistyczne obozy

Jedni jedzą deser przed śniadaniem, drudzy po obiedzie. Ta prosta metafora doskonale obrazuje sposób myślenia bardzo wielu ludzi i bardzo niewielu ludzi. Wielu „jada deser przed śniadaniem”, sporadycznie przed obiadem. Co to znaczy? Tacy ludzie zakładają, że nie będą odkładać życiowych przyjemności na później. Imprezują, ile sił, wydają każdy zarobiony grosz na wyprawy, wakacje, sprzęt, ubrania, telefony, itd. Twierdzą, że póki sił i energii, trzeba z życia korzystać. Mówią, że życie jest krótkie, że dobre chwile szybko mijają i trzeba chwytać dzień.

Jest w tym ziarno prawdy. Tyle, że źle pojęte carpe diem może przynieść dość rozpaczliwe i rozczarowujące efekty po latach. Nagle okazuje się, że taki ktoś nie może wyzwolić się z nędznej pracy, bo nie ma żadnych specjalnych umiejętności. Czas, który „jedzący deser po obiedzie” spędzili na uczeniu się (przede wszystkim w życiu, nie na studiach), zdobywaniu doświadczeń, budowaniu mądrej kariery, czy firmy, ci drudzy spędzili bardzo miło, nie starając się o nic specjalnego, poza swoją przyjemnością.

 

Jak to wygląda po latach?

Po latach ten, kto zaczynał od podłej, banalnej posady, na której był niewidoczny dla innych, stał się nagle bogatym właścicielem swoje firmy, szefem jakiegoś potężnego działu, dyrektorem departamentu, itd.

Po tych samych latach ten, który zażył wszelkich radości życia, musi zmagać się z nielubianym często, słabo płatnym zajęciem, szarpie się z kredytami, miota od pierwszego, do pierwszego i ze wściekłością zarzuca całemu światu, że jest przeciwko niemu.

I taki ktoś rzuca znajomemu, który od 20-u kilku lat harował na siebie, że mu się „udało”, że „miał szczęście”, „że los mu sprzyjał”. W takiej sytuacji powinien od razu dostać w zęby. Ale szkoda tracić na niego energię. I tak niczego nie pojmie.

 

 

Proste i bezlitosne prawo przyczyny i skutku

Najbardziej dziwacznym jest to, że ktoś dziwi się konsekwencjom swojego zaniedbanego życia – nierozwijanemu talentowi, brakowi starań i konsekwencji w dążeniu do celu. Istotą rzeczy jest, niestety, bardzo trudna sztuka poświęcenia się tu i teraz, by kiedyś, w niezbyt odległej, a mocno i logicznie zaplanowanej przyszłości, mieć się dobrze.

Wielu nie godzi się z takim myśleniem, wielu trafia przysłowiowy „szlag”, gdy przyjdzie im z czegokolwiek, co miłe i sympatyczne, zrezygnować. Nie mają ochoty się poświęcać, wyrzekać, cierpieć w milczeniu, pracować dzień w dzień, choć efektów od razu nie widać. Nie chcą też szkolić się w nieziemsko trudnej sztuce konsekwencji. Łatwiej jest nie robić nic, spędzać czas przed telewizorem, czy na Facebooku.

Trudno więc dziwić się, że kończą rozczarowani, rozżaleni, wściekli na los i cały świat. Bardzo rzadko są z kolei wściekli na siebie. Samokrytycyzm w takiej sytuacji wysiada.

Banalna prawda jest taka, że życia nie da się przewinąć, nie da się odzyskać czasu spędzonego na pochłanianiu deserów przed śniadaniem, czy obiadem.

 

Nie teoretyzujemy

Znamy cały problem z własnego doświadczenia. Mamy firmę od bardzo wielu lat i przeszliśmy drogę przez prawdziwe piekło – problemy, których nie życzylibyśmy wrogom, gdybyśmy takich mieli. Ale efekt jest taki, że teraz mamy, co mamy, jesteśmy tu, gdzie jesteśmy i możemy pracować, kiedy chcemy, a nie kiedy musimy. Ale zapłaciliśmy za to cenę, bo tak to w życiu funkcjonuje. Najpierw płacisz, potem dostajesz jedzenie (nagrodę). Nie odwrotnie. Jak w Mc Donald’sie!

Owszem, może straciliśmy fantastyczne wyjazdy, super imprezy, ominęło nas wiele przygód. Ale mamy świadomość, że nikt nam nie odbierze tego, co osiągnęliśmy. A przygody i wyprawy są jeszcze cały czas przed nami. Bo teraz możemy organizować własny czas wedle swoich upodobań.

Prosta z tego wszystkiego nauka - choć sztuka jej dotrzymania ogromnie trudna i chwilami nieziemsko dołująca - jadaj deser po obiedzie.

 

Joanna Gawlikowska i Krystian Wawrzyczek rozumiejący istotą wyrzeczeń, które przynoszą zaskakujące, a wymierne efekty

Zdjęcie: DepositPhotos

 

Artykuły powiązane

Nie wszystko złoto, co się… słyszy i widzi

07.08.2018

Zdarza nam się często, z racji specyfiki branży, w której się specjalizujemy, odbywać tzw. spotkania biznesowe. Szefowie firm, właściciele hoteli, czy restauracji, itp., z którymi się spotykamy, operują czasem tak niewyobrażalnymi pieniędzmi, że można wpaść w hiper-kompleksy. Ale to bardzo często blichtr i robienie bokami na pokaz. Kiedy zdać sobie z tego sprawę,...

Więcej

Dorosłość, czyli sprawdzian przyjaźni

31.08.2018

Wielu szafuje pojęciem przyjaźni. Nazywają przyjacielem każdego, kto się połączył z nimi na Facebooku, czy innym portalu społecznościowym. Czy to znaczy, że prawdziwa przyjaźń odeszła do lamusa? Na pewno nie. Ale, przyznajcie sami, dorosłość wcale nie ułatwia przyjaźnienia się.   Beztroska przyjaźń Pamiętasz pewnie swoje przyjaźnie z dzieciństwa, czy...

Więcej

Czasem marzenia długo dojrzewają

05.10.2018

Człowiek jest z natury nieziemsko niecierpliwy i ma skłonność do poddawania się, gdy coś mu nie wyjdzie za pierwszym, czy drugim razem. Wielu nie doczekuje nawet trzeciej próby. A sukces czai się gdzieś, np., dopiero za setną. Jak tam dojść? Dziś opowiemy Wam o naszym wielkim marzeniu, na którego spełnienie czekaliśmy całe 10 lat. Może nasza historia będzie jakimś...

Więcej

Bądź realistą, czyli rzecz o mordowaniu...

19.10.2018

To, co przeczytasz w naszym artykule, wydaje nam się elementarną potrzebą każdego, kto zdecyduje się na rozwój. Krok jest drastyczny, trudny, czasem traumatyczny, ale niezbędny i konieczny. Bez niego nie pójdziesz dalej, nie zrealizujesz siebie, a zostaniesz na etapie marzenia o czymś ważnym, czy o sobie w lepszym wydaniu.   Traumatyczne nauki Ten koszmarny etap...

Więcej

Ile złego wynika z bycia skromnym?

08.02.2019

Należymy do paskudnie wychowywanego pokolenia ludzi, których z mocą uczono skromności, którym zabraniano dumy z własnych osiągnięć. O tym, by głośno o nich mówić, czy chwalić się własnymi sukcesami, mowy nawet nie było. Funkcjonowało za to koszmarne przekonanie, że jeśli kogoś się chwali, ten „osiądzie na laurach”, „przewróci mu się w głowie” i „niczego nie...

Więcej

Przejdź do galerii