Róbmy szybki biznes w Internecie, czyli zawirusowane bzdury

Długo siedzieliśmy cicho, trzymaliśmy jęzory za zębami, nie pisaliśmy złośliwości o tym, co wygadują w różnej maści internetowi „specjaliści” na temat sprawnego przenoszenia swojego biznesu w Internet.

W marcu 2020 roku, kiedy cały świat padł ofiarą „wirusa w koronie”, okazało się, że bardzo mocno ucierpiało wiele branż. I to jest straszne, smutne i bardzo przygnębiające. Niestety, zaraz za tym pojawiła się oszalała idea - „przenosimy nasz biznes w Internet”.

Obserwujemy dużo kanałów na YouTube, interesujemy się wieloma kwestiami. I tu nagle okazało się, że nawet ludzie dotychczas rozsądnie wypowiadający się na temat biznesu w Internecie, dostali jakiegoś amoku. Zaczęli głosić ideę, że wszystko, co się tylko da, należy przenieść w sieć, bo cały świat niedługo zrezygnuje ze stacjonarnych usług.

 

W trudnych czasach ludzie szukają wsparcia i łatwo wierzą

To, co zrobił wirus z przeróżnymi branżami nie jest chyba nawet w części tak przerażające, jak fakt, że miliony ludzi na całym świecie uwierzyło, że przeniesienie swojego interesu w Internet przyniesie im od razu radykalną poprawę sytuacji i błyskawiczne rozwinięcie swojej firmy.

Zaczęły pojawiać się miliony poradników, informacji, jak zrobić internetowy biznes. Kto tylko może, produkuje strony internetowe, obmyśla szkolenia, za olbrzymie pieniądze przenosi komuś jego dotychczasowe działania w wirtualny świat. Pojawiły się nawet tak oszalałe sugestie, by stworzyć wirtualnego fryzjera, czy hydraulika.

Wielu, niestety, wpadło w sidła takiego oszalałego myślenia. Tu i teraz, w tej chwili, wszystko się sypie, czy jest mocno wstrzymane, więc znaczy to, że dotychczasowy stan rzeczy już się skończył. Psychologowie mówią, że w czasach kryzysu ludzie mają straszną skłonność do myślenia w kategoriach ostatecznej katastrofy. Czyli - nic już nie będzie takie, jak było, więc trzeba radykalnie, niemal z dnia na dzień wszystko zmienić.

Dziwne to trochę, bo ludzkość nie takie katastrofy przetrwała i ma się całkiem dobrze.

 

Internet dla wszystkich

Do czego namawiali i nadal namawiają „naganiacze”? Napisz e-booka, opublikuj i zarabiaj miliony. A jeśli nawet nie zarobisz ich od razu, na pewno jest to droga szybkiego rozwoju. Problem tylko w tym, że trzeba mieć co powiedzieć i umieć pisać. Ale, wg tego, co słyszymy, każdy pisać może, jeden lepiej, drugi gorzej. Co drugi człowiek w sieci pisze i wydaje swoją książkę. Za moment nie bycie autorem będzie hańbą.

Druga kwestia - trzeba szybko zacząć działać na Instagramie i kręcić filmy na YouTube i Facebooka. To też świetna metoda zarabiania. Dzień, dwa, zbierasz tysiące subskrypcji, miliony oglądających i kasa popłynie jak Niagara.

Oczywiście, kwestia założenia strony internetowej to sprawa bezdyskusyjna. Prosta, bo są darmowe strony, które albo nie są wcale darmowymi (o czym się po krótkim czasie przekonasz), albo potrafią tyle, co oferował Internet 15 lat temu. Ale i tu też możesz szybko ulec złudzie wielkiej zmiany i szybkich pieniędzy oraz biznesu bez starania.

Poza tym - wg „guru” taką stronę postawisz na nogi w dwa dni, napiszesz cokolwiek, ważne, by napchać słów kluczowych w treść, a dobry wujek Google przytuli Cię do piersi i pozwolą od razu zarabiać miliony, gdy „zainwestowałeś” 100 zł. Oczywiście, wszyscy, którzy od lat działają w sieci, padną ze strachu na kolana i oddadzą Ci przestrzeń bez walki.

Sklep internetowy powinien założyć każdy, kto ma tylko Internet w domu, bo sprzedawać można przez sieć wszystko. Od razu zarobisz miliony. To sugestia dla przedszkolaków - kochani, zaczynajcie już teraz, bo mają 10 lat będziecie wolni finansowo. Do końca życia, oczywiście.

 

 

Możesz pożegnać się ze swoim zdrowiem psychicznym

Oczywiście, kiedy jest ciężko, ludzie szaleją. Szukają szybkich rozwiązań. Podkreślmy - szybkich i skutecznych rozwiązań, czyli szansy na zarabianie tu i teraz. Jest to całkiem naturalne, ludzkie i nie ma co kogo za to obwiniać. Ale nie można dać się zwariować nawet najtrudniejszej sytuacji, którą wykorzystują różni Internetowi naciągacze.

Kiedy jest Ci ciężko, potrzebujesz czegoś, co Ci pomoże, da jakąś ulgę, czy nadzieję. A oszalały atak na Internet na pewno tego nie gwarantuje. Wręcz przeciwnie. Zamiast spodziewanych zysków, będzie - może - jakiś niewielki dopływ gotówki. Jakieś pieniądze mogą się pojawić, a mogą też równie dobrze wcale nie przyjść. Internet rządzi się swoimi prawami. Może zaczniesz zarabiać dopiero po latach?

Fakt, że pojawisz się w sieci, to dopiero smutny początek. Przed Tobą – odpowiednia reklama, czasem promocja, z której nic nie wynika, pozycjonowanie, mnóstwo, mnóstwo czasu i energii włożone w to, by Cię ktoś dostrzegł. Miliardy potyczek, błędów, bolesnej nauki na swojej własnej skórze i portfelu. Musisz się z tym liczyć. Poza tym Internet nie jest pusty. Jest tam fura firm, które od wielu lat działają w branży, którą chcesz sobie zawłaszczyć. To tak, jakbyś usiłował, mając 1000 zł rywalizować z Apple, czy Samsungiem.

Efekt takich działań może być na początku naprawdę rozpaczliwy. A kiedy jesteś w trudnej psychicznie sytuacji, możesz sobie narobić naprawdę dużo krzywdy. I będzie Ci wiele trudnej stanąć na nogi.

 

Nic nie robić w takim razie?

Jesteśmy ostatnimi, którzy będą doradzać Ci nicnierobienie. Rób, ile się da, ile masz sił, staraj się, bo walczysz o coś, co za czas może okazać się być biznesem Twojego życia, który je całkiem odmieni. Chodzi nam tylko o to, byś nie liczył, że jednego dnia jest Ci ciężko, a następnego wszystko się zmieni. To tak nie działa. Bo, gdyby działało, to wszyscy działający w Internecie dłużej, niż tydzień, czy miesiąc, byliby już miliarderami i kupowali prywatne wyspy, odrzutowce i biwakowali sobie dla frajdy na Marsie.

Piszemy ten tekst po to, by powiedzieć, że biznes w Internecie ma, jak najbardziej, rację bytu. Ale wymaga piekielnego zawzięcia, cierpliwości, profesjonalizmu, czasem ogromnych nakładów finansowych i fury czasu. Tak samo jak biznes w „realu”. Niczym się to nie różni.

Dlatego, jeśli będziesz bezkrytycznie wierzył wszystkim, którzy obiecują Ci gruszki na wierzbie i natychmiastowe zyski z biznesu przeniesionego w Internet, możesz dorobić się jeszcze większej depresji i stracić wiarę w siebie. A to jest gwóźdź do trumny.

 

Szalony dead line

Kolejny problem, to stawianie samemu sobie oszalałych terminów, w których wszystko musi wyjść. Znamy takie osoby, które twierdzą, że postawią na nogi nową stronę internetową w tydzień, w dwa tygodnie zyskają popularność na Instagramie, a po miesiącu mogą swobodnie rzucić swoją starą pracę. A potem dostają depresji, bo wszystko wygląda nie tak. Na Insta jest 5 followersów, z czego 3 to znajomi, strona po roku jeszcze nie gotowa, a biznes internetowy nawet nie drgnął.

Jeśli w uwierzysz w takie mity i to, co głoszą chcący sami sobie poprawić humor, to sam sobie jesteś winny tego, że Twoje samopoczucie padnie na twarz, bo będziesz czuć się gorszy. W końcu im w tydzień zaledwie wszystko wyszło!

Ustanawianie jakiś zwariowanych, niemożliwych do zrealizowania założeń, czy terminów jest samobójstwem. Nie wierz w to, że okiełznasz od razu przestrzeń, którą znasz z pozycji widza, obserwatora, czy słuchacza.

To, że nagrywasz filmik w parku, wcale nie znaczy, że dasz radę od razu podbić YouTube, na który przybywa dziennie olbrzymia ilość filmów. Ludzie są coraz bardziej wymagający. Oglądają coraz bardziej krytycznie. Musisz mieć co i komu powiedzieć. To nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać.

To, że umiesz odpisać na mail, wcale nie znaczy, że od ręki napiszesz książkę.  To, że umiesz z ludźmi rozmawiać, wcale nie znaczy, że Twój podcast, czy kurs online od razu zrobią zawrotną karierę. To, że przez tydzień, czy miesiąc oglądałeś filmy z jakiejś branży, nie czyni Cię specjalistą. Nawet, jeśli będziesz chciał ludzi czegoś uczyć na swoich dobrze wycenionych kursach, musisz mieć im co zaoferować.

To, że ludzie twierdzą, iż wszystko jest na wyciągnięcie ręki, że wystarczy zrobić krok, a wszystko się ułoży, to jedna wielka bzdura. Drzewo też nie rośnie w miesiąc. Jeśli ktoś jest naiwny i wierzy, że w dwa dni odmieni swoje życie, niech próbuje. Życzymy Mu szczęścia i naprawdę olbrzymich pieniędzy!

 

Joanna Gawlikowska i Krystian Wawrzyczek - ze zdumieniem słuchający opowieści o tym,
jak łatwo jest stworzyć biznes w Internecie i w ułamku sekundy rzucić świat na kolana

Zdjęcie: licencja EnvatoElements

 

Szukaj nas tutaj:

 

Artykuły powiązane

Czas, główny składnik każdej zmiany

31.07.2018

Zmiana nawyków, też żywieniowych, dbanie o sylwetkę, zdrowie, kondycję, czy miliony innych ważnych kwestii, na których nam zależy, musi założyć ścisłą współpracę z czasem. Myślę o czasie, który dzieli nas od chwili zapadnięcia pomysłu i postanowienia, do momentu, gdy osiągamy zamierzony cel. Współcześnie – z niewiadomych przyczyn – wielu zwraca uwagę na czas tylko...

Więcej

Dieta zaczyna się w głowie

27.07.2018

Znasz to na pewno z własnego doświadczenia. Pewnie z milion razy obiecywałeś sobie, że od jutra zaczniesz dobrze jeść, rzucisz w diabły słodycze, papierosy, alkohol i kawę. Zaczniesz chodzić, nie wysługiwać się samochodem, czy autobusem, zaczniesz biegać, pływać, odkurzysz rower, czy rolki. Słowem – od jutra staniesz się innym człowiekiem. Aktywnym, pełnym pasji,...

Więcej

Życie - dzień PIERWSZY

20.08.2018

Każdy z nas kiedyś postanowił dokonać jakiejś zmiany. Niestety, niewielu tylko dotrzymało danego sobie słowa. Zmiana, co tu dużo mówić, jest trudna. Czasem nawet i piekielnie trudna. Główny problem polega na tym, że sama myśl o zmianie jest bardzo prosta. Ona napawa nieziemską energią, wiarą w powodzenie, daje siły. Pomysł zmiany siebie to wizja przyszłości....

Więcej

Codzienne sukcesy kontra przyszły sukces

06.09.2018

Nieskończona wręcz ilość ludzi męczy się codziennością. Marzą o sukcesie, który majaczy gdzieś daleko na horyzoncie, w odległej, czy bardzo odległej przyszłości. Trudno na tej wizji budować szczęście tu i teraz. W efekcie - wielu zakłada, że są nieszczęśliwi, a dopiero osiągnięcie jakiegoś potężnego celu owo szczęście na nich sprowadzi. Słowo - sukces - ma dość...

Więcej

Bądź realistą, czyli rzecz o mordowaniu...

19.10.2018

To, co przeczytasz w naszym artykule, wydaje nam się elementarną potrzebą każdego, kto zdecyduje się na rozwój. Krok jest drastyczny, trudny, czasem traumatyczny, ale niezbędny i konieczny. Bez niego nie pójdziesz dalej, nie zrealizujesz siebie, a zostaniesz na etapie marzenia o czymś ważnym, czy o sobie w lepszym wydaniu.   Traumatyczne nauki Ten koszmarny etap...

Więcej

Przejdź do galerii